W serwisie znajduje się
Użytkownicy w serwisie
Programów
1738
Newsów
1181
Artykułów
19
Rozmiar danych
95.5 GB
Użytkowników
4
Komentarzy
1375
Czytelników online
16
Odsłon dzisiaj
1069
instalki dobre programy.pl free emule pliki
- Mysz

- 2783
- 63%
- Klawiatura

- 727
- 16%
- Pamięc Ram

- 278
- 6%
- Płyta główna

- 265
- 6%
- Dysk twardy

- 362
- 8%
Dodane: 2012-02-01 13:12:17 przez borg18
Strony, które umożliwiają publikowanie nieautoryzowanych plików powinny być niżej pozycjonowane w wyszukiwarkach - takie propozycje przedstawili posiadacze praw autorskich w Wielkiej Brytanii, a padły one w trakcie poufnych rozmów, wspieranych przez organizację rządową. Wygląda na to, że tego rodzaju tajemnice ma coraz więcej rządów w Europie. Dziennik Internautów zwracał już uwagę na to, że polskie ministerstwo kultury zachowuje się tak, jakby było organizacją do spełniania życzeń przemysłu...
...rozrywkowego. Ten przemysł nie ma tak wiele wspólnego z kulturą, jak powszechnie się sądzi, a politycy zapominają o użytkownikach kultury i twórcach. Działania różnych rządów nakierowane na spełnianie życzeń przemysłu objawiają się w takich inicjatywach jak ACTA. Trzeba jednak wiedzieć, że nie tylko przy okazji ACTA politycy wspierają przemysł i to za plecami obywateli. Przykładowo brytyjski Departament Kultury, Mediów i Sportu zorganizował dyskusje między różnymi uczestnikami rynku i rzeczjasna rozmowy dotyczyły radzenia sobie z piractwem. Rozmowy były poufne, ale organizacja Open Rights Group wystąpiła dwukrotnie z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej. Dzięki temu Open Rights Group otrzymała projekt "Kodeksu postępowania" dotyczącego działań wyszukiwarek internetowych. Dokument jest dostępny na stronie Open Rights Group (PDF, 9 stron).
Projektowany kodeks to świetny dowód na to, że cenzurę można wprowadzać bocznymi drzwiami, nie przez zmianęprawa, ale dzięki tzw. samoregulacji. W projekcie zaproponowano następujące środki, które miałyby zastosować wyszukiwarki:
- przypisanie niższych rankingów stronom, które stale umożliwiają udostępnianie nielicencjonowanych treści;
- pierwszorzędne traktowanie stron certyfikowanych, oferujących licencjonowane treści;
- nieindeksowanie stron, w odniesieniu do których wydano nakazy sądowe;
- poprawienie współpracy w zakresie procedury "notice and takedown", czyliusuwania treści zgłoszonych przez posiadaczy praw autorskich jako pirackie;
- uniemożliwienie stronom "nielegalnym" uzyskiwania wsparcia poprzez reklamę internetową (tzn. te strony nie powinny się reklamować i nie powinny zamieszczać u siebie reklam).
Powyższe propozycje są oburzające i nie chodzi o to, że ktoś chce zwalczać piractwo. Problem jest dokładnie taki sam jak w przypadku SOPA i ACTA. Przemysł rozrywkowy chce móc decydować o tym, co może być widoczne w sieci, a conie. Przemysł chce mieć władzę pozwalającą na eliminowanie z sieci tego, co da się podciągnąć pod piractwo. Posłużmy się przykładem. Czy wyszukiwarki BitTorrent są "pirackie"? Może i tak, ale faktem jest, że korzysta z nich wielu niezależnych artystów do promowania swojej twórczości. Ci artyści, chcąc nie chcąc, stanowią konkurencję dla produktów wielkich wytwórni. Te wytwórnie chcą natomiast, aby strony "pirackie" miały z zasady gorsze pozycje w wyszukiwarkach, czyli chcą ona narzędzia doeliminowania konkurencji.
Tu nie chodzi o walkę z piractwem. Chodzi o cenzurę i kontrolę nad przepływem informacji. Z dokumentu ujawnionego przez Open Rights Group można wyciągnąć dwa smutne wnioski.
- Przemysł rozrywkowy ciągle dąży do cenzurowania internetu i robi to w ramach bardzo różnych inicjatyw jednocześnie.
- Organizacje rządowe zgadzają się na poufne rozmowy, w czasie których przemysł zaczyna zgłaszać bardzo niepokojące propozycje.
Tosamo widzieliśmy już w Polsce, a mianowicie w listopadzie, gdy przyjęto ostateczny tekst porozumienia, jakie polscy posiadacze praw autorskich zaproponowali dostawcom usług telekomunikacyjnych. O tym porozumieniu prawdopodobnie byśmy się nie dowiedzieli, gdyby nie organizacje z branży internetowej (PIIT, IAB). Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego niby występowało jako animator rozmów między uczestnikami branży, ale praktycznie dbało ono o zachowanie odpowiednio tajemniczej atmosfery.Pracownik ministerstwa miał nawet czelność upominać organizacje branżowe, aby nie mówiły publicznie o porozumieniu. Wiemy już, że posiadacze praw autorskich prowadzą ciche rozmowy z innymi podmiotami w Polsce, w Wielkiej Brytanii a także na poziomie Unii Europejskiej. Gdzie jeszcze?
Źródło: di.com.pl
Chcesz wiedzieć więcej ? przejrzyj nasze archiwum

















